Koncert polskiego zespołu Sepagraf działającego na co dzień... w Brukseli już za kilka dni (a dokładnie w sobotę, 18 października) na luksemburskiej ziemi (a dokładnie: w Ancien Cinema w Vianden; http://polska.lu/viewtopic.php?t=17398 ). By przybliżyć Wam nieco historię powstania i działalności tej formacji muzycznej, nasza brukselska wysłanniczka – Ania Kiejna – przeprowadziła rozmowę z Andrzejem Zakrzewskim – członkiem i założycielem Sepagrafu. Zapraszamy do lektury; przede wszystkim zaś zachęcamy do przyjścia na koncert zespołu już w tę sobotę w AC w Vianden!



• • •



Anna Kiejna: W Brukseli mieszka kilkadziesiąt tysięcy Polaków, ale lokalnych zespołów polskich jest jak na lekarstwo. W sumie to dziwi, bo żeby grać wystarczy kilka osób, instrumenty, mieszkanie i... tolerancyjni sąsiedzi. Opowiesz o początkach Sepagrafu?

Andrzej Zakrzewski: Faktycznie, przed nami wiele się nie działo. Wreszcie w latach 2000., po paru latach ekspackiego życia w Brukseli, kilku Polaków pracujących w instytucjach europejskich uznało, że nadszedł czas na utworzenie zespołu muzycznego, grającego polskie złote przeboje rockowe i popowe. A doszło do tego tak: jako basista z odzysku (po ponad dwudziestu latach przerwy w graniu), odkurzyłem sprzęt i zacząłem działać w różnych brukselskich kapelach. Jako że Bruksela to swoisty tygiel kulturowy, można tu grać z muzykami lokalnymi oraz ekspatami od Tybetu do Alaski.



AK: Byliście pionierami?

AZ: W Brukseli działają też grupy z Polakami w składzie, ale poza rynkiem disco polo nie było czysto polskiego zespołu, działającego na zasadzie „polska młodzież śpiewa polskie piosenki”, zaspokajającego potrzebę kontaktu z polską muzyką rockową i pop, kojącego nostalgię i tęsknotę za „starym krajem”, własną i publiczności. Zacząłem się więc rozglądać za chętnymi do gry w takiej kapeli, kierując zaproszenie do muzycznej współpracy przez forum internetowe polskich pracowników UE.

AK: Zadziałało?

AZ: I jak! Lista okazała się niezwykle skuteczna: prawie natychmiast zgłosili się Michał Rudziecki (perkusja) i Omar Adhami (gitara). Tak powstał podstawowy skład zespołu, do którego dołączyli wkrótce Bartek Balcerzyk – wokalista i gitarzysta oraz Kasia Bałucka-Dębska (śpiew, instr. klawiszowe). Czyli dwojka z Komisji na dwójkę parlamentarną.



AK: I jak się układa współpraca między instytucjami?

AZ: Wyśmienicie! Już w połowie września 2013 r. zagraliśmy na jubileuszu 10-lecia pracy polskich tłumaczy konferencyjnych z Parlamentu Europejskiego. Zachowało się amatorskie nagranie i parę zdjęć z tego występu oraz miłe wspomnienia – mimo tremy nie wszyscy mieliśmy wtedy bogate doświadczenie sceniczne, a nawet ci bardziej oblatani dawno nie stali „na dechach” sceny. Grało się nam świetnie, w niektórych piosenkach łaskawa publiczność nawet nam trochę wtórowała (a propos, na naszym koncercie w Luksemburgu liczymy na współpracę przy śpiewaniu choćby refrenów!).

AK: Potem był chyba koncert dla WOŚP?

AZ: Tak, w styczniu br. A w maju – duży koncert dla Polonii w Louvain lub w Leuven, jak kto woli. Po nas wystąpiła już tylko gwiazda popołudnia – Zakopower.

AK: Może jeszcze kilka słów o nazwie zespołu. Szczerze mówiąc, brzmi intrygująco.

AZ: No tak, takie decyzje nigdy nie są łatwe. Były pomysły takie jak Kapela ze Wsi Bruksela, Brukselsi, ale ostatecznie wybraliśmy właśnie nazwę Sepagraf.

AK: Czyli...?

AZ: Czyli brukselskie „c’est pas grave” wymawiane „po naszemu”; coś w rodzaju: nie ma sprawy. Do tego „Wszystko ça va” została tytułem naszej pierwszej własnej piosenki – dawnego „Brukselskiego Bluesa”. Jest jeszcze inny trop: Sepagraf brzmi jak wariograf – czyli maszyna prawdy – i coś w tym jest, bo staramy się, aby nasze teksty były jak najbardziej szczere...



AK: Niedługo sprawdzić to będą mogli fani rocka w Ancien Cinema w Vianden. Wasz koncert już w sobotę 18 października. Trema przed przyjęciem za granicą?

AZ: Fakt, to nasz pierwszy oficjalny wyjazd, choć w Beneluksie „kurica nie ptica, Lux nie zagranica”. Myślę, że będzie fajnie! Wystąpi z nami nasz nowy kolega – Michał Kubicki, który będzie przygrywał na harmonijce ustnej, jako że w niektórych piosenkach, np. z repertuaru takich grup jak Dżem czy Breakout, aż się prosi o bluesową harmonijkę. Zagramy też kilka własnych kompozycji.

Wszystkich chętnych, którzy wybiorą się do Vianden w sobotę 18 października, serdecznie zapraszamy na nasz występ. Przed koncertem odbędzie się wernisaż – po nabyciu jednego i tego samego biletu za jedyne 5 € będzie można zobaczyć i wystawę i posłuchać naszego koncertu. Do zobaczenia w Ancien Cinema!

AK: Dziękuję za rozmowę!

 

 

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok