Prezentujemy wywiad z Ambasadorem Rzeczpospolitej Polskiej w Wielkim Księstwie Luksemburga, Piotrem Wojtczakiem, nagrany 27 lutego 2017 r.

Danuta Szuba - Panie Ambasadorze, dziękuję bardzo, że zgodził się Pan udzielić kilku informacji o sobie. Na pewno Polacy mieszkający w Luksemburgu są ciekawi, kto będzie teraz reprezentował nas w tym kraju.

Piotr Wojtczak - Będzie mi bardzo miło odpowiedzieć na kilka pytań.

D.S - Panie Ambasadorze, czy przed mianowaniem Pana na ambasadora w Luksemburgu, był Pan już w tym kraju wcześniej?

P.W. - Luksemburg odwiedzałem wielokrotnie, nie potrafię zliczyć ile razy, ale były to wyłącznie krótkie pobyty i najczęściej widziałem Luksemburg w drodze z lotniska na Kirchberg i z powrotem. Było to związane z moimi poprzednimi funkcjami, które pełniłem w Brukseli. Jak Pani zapewne wie w Luksemburgu odbywają się obrady Rady: w kwietniu, czerwcu i październiku. Wtedy wielu urzędników i stałych przedstawicielstw państw przenosi się z Brukseli do Luksemburga. Były to jednak bardzo okazjonalne i bardzo krótkie pobyty. W 2005 roku miałem przyjemność pełnienia funkcji zastępcy ambasadora w Królestwie Belgii i Wielkim Księstwie Luksemburga w momencie, gdy ambasada tutaj jeszcze nie została utworzona. Luksemburg w tym czasie sprawował prezydencję w UE. Niestety  wizyty były krótkie, wyłącznie na briefingi i różne spotkania tematyczne bez spędzania dłuższego czasu i możliwości poznawania miasta. Obecnie moje pierwsze tygodnie stałego pobytu w mieście Luksemburg mogę wykorzystać, aby pochodzić i poznać stolicę trochę bliżej i wyjechać poza miasto do innych miejscowości.

D.S. - Czyli już troszeczkę się Pan zadomowił, a mam nadzieję, że przez następnych kilka lat pozna Pan wszystko lepiej.

P.W. - Myślę, że na pewno, bo jest to po pierwsze wpisane w charakter naszej pracy, że chcemy poznać jak najlepiej i miejsce i ludzi danego kraju. Przecież nasi rodacy są rozmieszczeni nie tylko w mieście Luksemburg, ale też w innych częściach państwa. Oprócz tego  nadarza się oczywiście znakomita okazja, żeby w trakcie pobytu poznać dany kraj z czystej ciekawości poznawczej: jego piękne miejsca, historię, architekturę, ludzi.

D.S. - Czytałam, że pracował Pan w ambasadzie w Brukseli i w przedstawicielstwie RP przy Unii Europejskiej w Brukseli, gdzie pełnił Pan funkcję Stałego Przedstawiciela RP …

P.W. – Od 1999 roku byłem radcą w naszej Misji przy Unii Europejskiej. Odpowiadałem za przebieg negocjacji w obszarze wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych – aż do akcesji w maju 2004 roku. Jesienią zostałem skierowany na stanowisko zastępcy w Ambasadzie RP w Królestwie Belgii i Wielkim Księstwie Luksemburga. W pierwszych dwóch latach naszego członkostwa nie mieliśmy jeszcze przedstawicielstwa dyplomatycznego w Luksemburgu, choć naszym celem było wtedy jego utworzenie. Jako zastępca w Ambasadzie w Belgii zajmowałem się monitoringiem luksemburskiej Prezydencji w UE w pierwszej połowie 2005 roku. To wymagało częstszych kontaktów dyplomatycznych na miejscu, udziału w spotkaniach. Obecnie oczywiście odbywałoby się to za pośrednictwem tej placówki, co w oczywisty sposób skraca dystans i ułatwia kontakt z tutejszymi politykami i z administracją - wartość dodana fizycznej obecności jest ogromna. Gdy pracowałem w Brukseli i przyjeżdżałem tutaj w różnych sprawach, nie było czasu na to, aby poznać lepiej korpus dyplomatyczny i całe środowisko administracyjne. Sądzę, że obecność na stałe ambasady jest bardzo istotna. 

Przez kilka miesięcy w 2006 roku byłem w Stałym Przedstawicielstwie RP przy UE, a od 2009 do 2013 byłem konsulem generalnym, także w Brukseli. 

D.S. - Zna Pan już  Belgię, Luksemburg i różne unijne powiązania, które całym tym systemem rządzą, czyli w jakimś sensie będzie Pan kontynuował swoją wcześniejszą pracę?

P.W. – Jak najbardziej: moje doświadczenia z pracy w placówce dwustronnej, z okresu negocjacji akcesyjnych w Misji przy UE oraz jako Stały Przedstawiciel RP przy UE, a także jako konsul generalny w Belgii - wszystkie one bardzo się tutaj przydadzą. Ostatnie trzy lata spędzone w Protokole Dyplomatycznym uzupełniają to doświadczenie w sposób szczególny, bowiem praca w wydziale wizyt oficjalnych pozwala poznać wszystkie tajniki dyplomatycznej kuchni. Każde doświadczenie przydaje się w pracy. To nie jest tak, że coś zdobywamy, czegoś się uczymy po drodze i o tym zapominamy. Nie, to wszystko kształtuje człowieka, pozwala mu lepiej wykorzystać swoją wiedzę, zdobyć potrzebne obycie, poznać zwyczaje związane z danym regionem. Może się zdarzać czasami w życiu dyplomatów, że wyjeżdżając na placówki trafiają w środowisko zupełnie nowe, znane wyłącznie z literatury, z przestudiowanych materiałów, jednego czy dwóch rekonesansów. W moim przypadku znajomość zarówno Belgii, jak i Luksemburga jest trochę głębsza przez fakt spędzenia tu blisko 13 zawodowych lat. Będę z tego miał korzyść w mojej przyszłej pracy.

D.S. - Co Pan myśli o kadencyjności stanowiska ambasadora? Nim poznamy jednego ambasadora, przyzwyczaimy się i polubimy, to następuje zmiana. Czy nie lepiej byłoby dłużej pozostawać na takim stanowisku? Wtedy można bardziej poznać miejscowe warunki, ludzi, układy i w ten sposób coś więcej osiągnąć.

P.W. - Praca dyplomatów ma swoją specyfikę. Wydaje mi się, że kształtowanie jej na zasadzie kadencyjności ma swój pogłębiony sens. Przygotowujemy się do tej pracy pracując w Centrali, w różnych departamentach. Myślę, że niewielu znajdziemy dyplomatów, którzy spędzili całe życie, albo w jednym departamencie, albo na jednej placówce. Jak już wspominałem, to nas wzbogaca. Jako dyplomaci znajdujemy się w bardzo różnych sytuacjach, rozmawiamy z bardzo różnymi partnerami, nie mamy kontaktu tylko z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, ale rozmawiamy z politykami, z administracją zajmującą się sprawiedliwością, zdrowiem, czy usługami. Stąd wydaje mi się, że potrzebne jest, żebyśmy zmieniali zarówno placówki, jak też i wracali do kraju, ponieważ uzupełniamy i pogłębiamy wiedzę na temat tego, co się dzieje w ojczyźnie. Te rotacyjne zmiany poszerzają horyzonty. Później przekładamy nagromadzoną wiedzę i doświadczenia na naszą pracę za granicą. Osobiście nie wyobrażam sobie pracy w jednym miejscu przez całe życie. 

D.S. - To byłoby trochę takie zasiedzenie się? Jak się zmienia środowisko to przypływa nowa energia?

P.W. - Tak, stałe odświeżenie i nowa energia. Ma to też swoją tradycję w dyplomacji jako takiej. Chyba trudno byłoby znaleźć na świecie taką dyplomację, która wysyłałaby jednego przedstawiciela i on by na jakiejś placówce zostawał na całe swoje życie, chyba w  wyjątkowo rzadkich przypadkach. Większość krajów stosuje system kadencyjności, w różnych formatach. Są na przykład systemy 3-3-3: jeden kraj, drugi kraj, powrót do własnego kraju. W naszym przypadku to na ogół 4 lata po czym następuje dwu, trzy letni okres pracy w Centrali. Bywają wyjątki, ale wypływają one z potrzeby służby zagranicznej. Jesteśmy przedstawicielami naszego kraju w danym państwie przyjmującym: jak wspomniałem - dobrze jest okresowo do ojczyzny powrócić, zmienić zawodowy klimat, pogłębić wiedzę, zdobyć nowe doświadczenia, by później móc je w sposób efektywny wykorzystywać w pracy na kolejnej placówce.

D.S - Rolą ambasadora jest przede wszystkim promocja kraju, dbanie o jego dobry wizerunek na zewnątrz. Z drugiej strony pracując w innym kraju można obserwować, jak funkcjonują tu różne rzeczy. Czy do Pana roli należy też przypatrywanie się różnym zjawiskom z myślą, żeby może to samo przenieść na polski grunt?

P.W.- Ma Pani rację – bardzo ważną rolą ambasady jest dbałość o wizerunek i szeroko pojmowany narodowy interes Polski. To nadrzędny cel polityki zagranicznej. To jak będziemy postrzegani w kraju przyjmującym zależy od naszego pełnego zaangażowania w ten proces. I tej aktywności wszyscy Polacy w Luksemburgu mogą ode mnie i moich współpracowników oczekiwać. Oczywiście. Jesteśmy też tu po to, żeby jak najlepiej poznać jak funkcjonuje państwo goszczące. Dyplomacja to nie tylko kontakty na najwyższym szczeblu, ale też zdobywanie wiedzy jak funkcjonuje w różnych sferach dany kraj. Pamiętam jak w Brukseli niejednokrotnie opisywaliśmy rozwiązania z jakiejś dziedziny i przekazywaliśmy do konkretnej administracji w kraju. Przypominam sobie analizę popularnej formy zatrudniania w Belgii zwanej „titres-services”, która wydała się nam ciekawa do opisania, a być może w jakimś podobnym kształcie do przetransponowania. Staramy się w naszej pracy przekazywać naszej administracji wiedzę na temat konkretnych rozwiązań wypracowanych w danym systemie. Często same resorty zadają nam pytania o konkretne rozwiązania praktykowane gdzie indziej. Będąc tu ledwie kilka tygodni otrzymałem już prośby z różnych ministerstw w Polsce o zbadanie określonych rozwiązań prawnych, np. przepisów kodeksu drogowego w odniesieniu do ciężarówek. To są konkretne pytania, które są nam zadawane i na które staramy się jak najdokładniej odpowiedzieć. Również z własnej inicjatywy, jeżeli wiem, że coś warto opisać, np. z zakresu opieki zdrowotnej i znajduję tu ciekawe rozwiązania, to te systemowe rozwiązania opisuję. Zawsze warto gromadzić wiedzę, która może być w jakiś sposób wykorzystana.

D.S. - W Luksemburgu jest wiele takich rzeczy „naj”: najwyższa płaca minimalna, dobry system opieki zdrowotnej, wysokie zasiłki na dzieci, zasiłki dla najuboższych i bezrobotnych. Luksemburg to bardzo mały kraj, ale który jest znaczącym graczem politycznym w Europie i jest na pewno ciekawy do obserwacji. Umiejscowienie tu instytucji unijnych było ich wielkim sukcesem, który pośrednio przyczynił się do rozwoju gospodarczego. Od tej pory rośnie dobrobyt pomimo tego, że ponad 40% ludności to imigranci i wydawać by się mogło, że trudno zarządzać tak wielokulturową mieszanką ludzką. Może za rok, czy dwa będzie miał Pan kilka pomysłów, jak niektóre rozwiązania przenieść na polski grunt.

P.W. - Specyfika Luksemburga jest inna od tej w Polsce. Mamy inne doświadczenia powojenne, Luksemburg startował z zupełnie innej pozycji. Jest przede wszystkim małym krajem, w którym wybrano model gospodarczy, który tu akurat doskonale się sprawdził: koncentracja na sektorze finansowym i usługowym - co w znacznym stopniu przyczyniło się do dynamicznego rozwoju i wywindowania poziomu życia na jeden z najwyższych w świecie. Napływ imigrantów z Portugalii, z Włoch, był ożywczym elementem, który kształtował bogactwo tego kraju. To byli ludzie, którzy przyjechali tu ciężko pracować i oni rzeczywiście do tego dobrobytu Luksemburga się przyczynili. Także Polacy. Wiemy jak liczne i zróżnicowane środowiska znalazły tu swój dom i swoje miejsce pracy. Oczywiście możemy zazdrościć wielu rozwiązań: świetnych warunków wychowywania dzieci, bardzo wysokiego poziomu opieki zdrowotnej i socjalnej, ale pamiętajmy też o skali: to mały kraj, w którym łatwiej różnymi procesami zarządzać. Dlatego też trudno czasami przełożyć na druga stronę konkretne rozwiązania, bo też historyczne uwarunkowania były zdecydowanie odmienne.

D.S. - Wspomniał Pan już o Polonii, więc może nawiążę. Miał Pan okazję powitać przedstawicieli luksemburskiej Polonii niecałe dwa tygodnie temu na spotkaniu pożegnalnym Pani Konsul Lidii Raciborskiej. Trzeba przyznać, że jak na taki mały kraj i na tak małą liczbę Polaków tu mieszkających, to organizacje działają prężnie i na każdym kroku tę działalność widać. Za chwilę ma Pan spotkanie z przedstawicielami stowarzyszeń tu działających, więc na pewno pozna je Pan jeszcze bliżej. Chciałam się dowiedzieć, jak Pan widzi swoją rolę we wspomaganiu stowarzyszeń, jakie ma Pan instrumenty do działania, a przede wszystkim jakie chęci, żeby nasze organizacje wspierać?

P.W. - Zawsze była mi bardzo bliska współpraca z organizacjami, stowarzyszeniami polonijnymi, czy w ogóle z Polakami za granicą. Doświadczenia z Brukseli są tego najlepszym dowodem. Myślę, że nasza aktywność razem z obecną Panią Konsul Pią Libicką-Regulską, była zauważalna i pozostała w pamięci. Myślę, że wspólnie można bardzo wiele osiągnąć: głównym instrumentarium jest nasze zaangażowanie i dobra wola, nasza chęć do tego, żeby razem coś robić, żeby słuchać tego, czego Polacy zamieszkujący Luksemburg oczekują, co jest dla nich interesujące, jak my możemy wnieść wartość dodaną do ich oczekiwań. Prawda, mamy ograniczone możliwości finansowe, ale myślę, że nie chodzi wyłącznie o aspekt finansowy - bardziej interesujące jest wypracowanie modelu współpracy. Wiem, że działa tutaj prężnie kilka organizacji i stowarzyszeń, które mają fajny pomysł na to, jak być aktywnym, jak dobrze pokazywać Polskę, jak efektywnie podtrzymywać więź z krajem ojczystym. I na tym polu, proszę mi wierzyć, będzie jak najlepsza współpraca z naszej strony. Po pierwsze będziemy wspierać, po drugie inicjować, po trzecie będziemy próbować wypracowywać wspólne pomysły. Powinniśmy razem promować Polskę jako ważnego aktora zarówno na scenie politycznej, jak i w dyskusji o naszym miejscu w Europie i jej przyszłości jako takiej; będziemy mówili o bogactwie naszego kraju pod względem oferty turystycznej, jako ważnego partnera w kontaktach ekonomicznych; pokazywali jak świetnie się Polska rozwija i jak dynamicznie przechodzi z tradycyjnego modelu gospodarczego do innowacyjności i nowoczesności; jak duży jest wkład Polski w kształtowaniu kontynentu europejskiego, nie zapominając o jego korzeniach i chrześcijańskim dziedzictwie; jak historycznie nasze postawy i ofiarność przełożyły się na to jak wygląda współczesna Europa. Myślę, że jest cały szereg możliwości, jakie możemy wspólnie przedsięwziąć, aby ten cel nadrzędny, czyli dobre imię, wizerunek i szacunek do Polski w Luksemburgu budować.

D.S. - Muszę Panu Ambasadorowi powiedzieć, że my się staramy od paru dobrych lat i jeżeli chodzi o kulturę, to mamy tu duże osiągnięcia, bo i istnieje Cineast, festiwal filmowy, który zaczynał się od festiwalu polskich filmów, a teraz rozrósł się do dużej międzynarodowej imprezy, no i mamy Festiwal Kultury Polskiej, który odbył się już trzy razy, a w przyszłym roku mamy nadzieję zorganizować jego czwartą edycję. Ja osobiście zajmuję się sprowadzaniem teatrów z Polski z przedstawieniami dla dzieci i dorosłych.

P.W. - O, to świetnie! Kultura jest mi osobiście bardzo bliska. W Brukseli wypracowaliśmy  coroczną imprezę promocyjną i wizerunkową pod nazwą „Polak roku w Belgii”, która była okazją do spotkania szerokiego grona najbardziej aktywnych środowisk polskich w Belgii, dopraszaliśmy do tego przedstawicieli państwa przyjmującego, dzięki czemu mieliśmy okazję aktywnej promocji naszego kraju. Impreza angażowała kilka organizacji polonijnych i indywidualne osoby, zarażała kolejne. Dokładnie w taki sposób jak Pani mówi, teraz już samodzielnie jako stowarzyszenie zapraszacie teatry, które prezentują swoje sztuki. Proszę też liczyć na mnie, chętnie włączę się w rozmowy o programie na najbliższy czas. Powiem też, że zawsze bliska była mi muzyka jazzowa, a wiem, że w Ancien Cinema ta dziedzina muzyczna jest  stale obecna i popularyzowana, z udziałem polskich i luksemburskich artystów. Mam nadzieję, że w czasie kiedy będę w Luksemburgu, to razem z małżonką, która dołączy do mnie latem, uda nam się wspólnie zorganizować kilka ciekawych wydarzeń.

D.S. - Właśnie miałam zapytać, czy przyjechał Pan tu z rodziną? Czy może Pan nam zdradzić coś ze swojego życia prywatnego?

P.W. - Oczywiście. Tu nie ma wielkich tajemnic. Przyjechałem obecnie sam, a ponieważ objęcie funkcji ambasadora odbyło się w połowie roku szkolnego, zadecydowaliśmy z żoną o tej czasowej separacji nie chcąc wyrywać naszej córki z obecnego środowiska szkolnego i rocznego programu edukacyjnego. Mam nadzieję powitać tu rodzinę w lecie, kiedy córka skończy szkołę.

D.S. - Ile lat ma córka?

P.W. - 12.

D.S. - A do jakiej szkoły w Luksemburgu będzie chodziła?

P.W. - Rozglądam się troszeczkę, ale wiem, że dzieci mojego poprzednika uczęszczały do Szkoły Europejskiej. Funkcjonuje tam sekcja polska, poziom szkoły jest wysoki. Myślę zatem, że to dobre rozwiązanie, łatwiejsze do zniesienia dla dziecięcej psychiki. W ogóle w życiu dyplomatów, a szerzej pracowników migrujących, dzieci są najbardziej poszkodowane, bo to one najgłębiej przeżywają rozstania ze środowiskami, w których przez kilka lat funkcjonują i do których się przywiązują. Córka zaczęła swoją edukację w Belgii, w systemie francuskojęzycznym przebywała od początku swojej drogi szkolnej. Teraz od trzech lat szkoła w Polsce. Nie miałaby pewnie żadnych problemów, gdyby i tutaj trafiła do tego systemu luksemburskiego, ale myślę, że szkoła Europejska jest rozwiązaniem optymalnym.

D.S. - Akurat moja trojka dzieci skończyła tę szkołę i mam dobre doświadczenia; nauczyciele są na wysokim poziomie, a klasy polskie dosyć małe, więc nauczyciele mogą więcej z taką grupą zrobić.

P.W. - Pójdziemy tą drogą. Mam nadzieję też, że moja małżonka, która jest też zawodowym dyplomatą i ma bogate doświadczenie, będzie mogła bardzo aktywnie włączyć się w  kontakty ze środowiskami Polaków i Polonii, na pewno z korzyścią obopólną, ponieważ należy do bardzo aktywnych osób, które w swojej drodze zawodowej dla środowisk polonijnych już wiele dobrego zrobiły. Była w latach 1999-2005 konsulem w Belgii do spraw Polonii, kiedy ambasada obejmowała swoim działaniem również Luksemburg i miała bezpośredni kontakt z tutejszą Polonią. Wierzę, że otwierają się bardzo ciekawe możliwości i będzie to po prostu widać. Chciałbym, aby efekty naszej pracy po kilku, kilkunastu miesiącach były zauważalne dla  całej polskiej społeczności. Jak mówiłem: po to jesteśmy i jeśli wspólnym wysiłkiem będziemy budować atmosferę, to efekt będzie bardzo pozytywny.

D.S. - I tym optymistycznym akcentem może zakończymy naszą rozmowę. Mam nadzieję, że rzeczywiście się to wszystko uda, kiedy będziemy się wspierać nawzajem. Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

I to byłby koniec, gdyby po wyłączeniu mikrofonu Pan Ambasador, nie zdradził, że jest wielkim pasjonatem kulinarnym. Nie tylko lubi smakować różne potrawy, ale również sam gotuje. Miał okazję spotkać kilku kreatorów kulinarnych. Regularnie odwiedza Festiwal Smaków w Grucznie. Zachwalał polską kuchnię, ale nie te tradycyjne pierogi i bigos, które wrosły w naszą kulturę, ale polską kuchnię nowoczesną, lekką, wegetariańską (choć sam wegetarianinem nie jest). Kuchnię opartą na polskich produktach, w tym warzywach, których smak jest najlepszy. Obiecuje zorganizować jakiś event gastronomiczny.

Wydaje się to temat na kolejny bardzo długi wywiad :)

 

—————————————————————————————————————————-

Piotr Wojtczak jest zawodowym dyplomatą. Absolwent filologii romańskiej i politologii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz Krajowej Szkoły Administracji Publicznej w Warszawie (II Promocja Pro Publico Bono). Od 1994 roku pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych – od początku w obszarze problematyki integracji europejskiej w Departamencie Integracji Europejskiej, a następnie w Przedstawicielstwie Polski przy UE w Brukseli w czasie negocjacji akcesyjnych. Po akcesji był jeszcze zastępcą ambasadora w Ambasadzie RP w Królestwie Belgii i Wielkim Księstwie Luksemburga oraz konsulem generalnym w Wydziale Konsularnym Ambasady RP w Królestwie Belgii. W Centrali resortu dyplomacji pełnił funkcje kierownicze jako zastępca dyrektora Departamentu Europy, dyrektor generalny Służby Zagranicznej, dyrektor Protokołu Dyplomatycznego.  

Języki:

francuski, angielski i włoski. 

Odznaczenia:

Wielki Oficer Orderu „Pro Merito Melitensi” (Suwerenny Wojskowy Zakon Maltański)

 

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok